Początki procederu – selekcja ofiar i manipulacja
Od wczesnych lat 2000. media zaczęły
donosić o przypadkach wyłudzeń nieruchomości, gdzie oszuści celowali w osoby
starsze, schorowane, osamotnione lub będące pod wpływem alkoholu. Proceder
polegał na nawiązywaniu bliskich relacji pod pretekstem niesienia pomocy, po
czym ofiary były manipulowane, by podpisać dokumenty przenoszące własność.
Na terenie Wrocławia do dziś działa
wiele dobrze zorganizowanych grup specjalizujących się w oszustwach tego typu
mających wsparcie wrocławskich prawników, policjantów i kancelarii notarialnych.
W poniższym materiale skupimy się na grupie Tomasz N, działającym wspólnie z byłym
policjantem Jerzym N oraz kluczowej roli
która odegrała notariusz Dominika G.
Sprawa Ewy J. (2009)
Pierwszy udokumentowany przypadek
dotyczył Ewy J. – kobiety cierpiącej na zaburzenia psychiczne z okresowym
nasileniem dezorientacji. W lutym 2009 roku, mimo że pani Ewa była już
niepełnosprawna psychicznie i miała zalecone stałe wsparcie, trafiła do
kancelarii Dominiki G. Pod wpływem nacisku ze strony oszusta Tomasza N. (który
działał wraz ze swoją żoną Edytą N.) została zmuszona do podpisania umowy
sprzedaży atrakcyjnego domu na Zalesiu. Transakcja była ustawiona – dom został
wyceniony na 1,3 mln zł, jednak po podpisaniu dokumentów, oszust pozyskał
kontrolę nad majątkiem i później sprzedał nieruchomość samemu sobie, przejmując
również pieniądze wpłacone przez ofiarę. Kilka tygodni po dokonaniu tej
transakcji Ewa Janiszewska zmarła, a jej spadkobiercy rozpoczęli długotrwałą
walkę o odzyskanie mienia.
Przypadek Jerzego S (2010)
W kwietniu 2010 roku doszło do
kolejnego gwałtownego wyłudzenia – tym razem ofiarą został 72-letni Jerzy S.
Oszust Tomasz N. namówił go do sprzedaży domu położonego przy ul. Żeglarskiej
we Wrocławiu. Pomimo wyraźnych sygnałów wskazujących na ograniczoną zdolność do
podejmowania świadomych decyzji – potwierdzonych opiniami lekarskimi, akt
notarialny został sporządzony przez Dominikę G. Wkrótce po podpisaniu dokumentu
Jerzy S. zmarł. Dopiero po pogrzebie rodzina, a szczególnie jego synowa Teresa,
odkryła, że nieruchomość przeszła w ręce przestępców. Rodzina zaczęła zaciętą
walkę o odzyskanie majątku, a sprawa stała się symbolem nadużyć wobec osób
niezdolnych do racjonalnego podejmowania decyzji.
Utrata mieszkania przez Wiktorię C. (2012)
W 2012 roku w kancelarii Dominiki G.
doszło do kolejnego kontrowersyjnego aktu notarialnego. Wiktoria C., cierpiąca
na „zespół psychoorganiczny z objawami otępiennymi”, straciła swoje 45-metrowe
mieszkanie na Kozanowie. Notariuszka bez żadnych zastrzeżeń poświadczyła
dokument, na mocy którego mieszkanie zostało wymienione na lokal o powierzchni
zaledwie 1,5 m², usytuowany w Oleśnicy. Transakcja ta była kolejnym przykładem,
jak niewyjaśniona sytuacja zdrowotna ofiar była wykorzystywana do pozbawienia
ich majątku.
Ofiara – Pan Czesław N
Kolejnym dramatycznym przypadkiem, jest
historia Pana Czesława. Starszy mężczyzna, uzależniony od alkoholu, został
namówiony przez Tomasza N. do podpisania dokumentów, na mocy których miał
przepisać swoje mieszkanie gangsterowi. Jak się okazało, proces miał na celu
pozbawienie go dachu nad głową. W wyniku transakcji, oszust sprzedał mieszkanie
Pana Czesława, wypłacając mu jedynie symboliczną kwotę – około tysiąca złotych
– podczas gdy sam przywłaszczył sobie 132 tysiące złotych. Pan Czesław, już
wcześniej osłabiony przez nałóg, został pozbawiony środków do życia i stracił
swoje jedyne miejsce, które dawało mu schronienie.
Kolejne przypadki oszustw – uwikłanie Pani Jolanty
W procedurze oszustwa pojawiały się
także inne przypadki, gdzie ofiary były wprowadzane w błąd przez manipulacyjne
działania sprawców. Jedną z takich osób była pani Jolanta, której oszust
zapewniał, że chce z nią ułożyć życie. Skutkiem tego uwodzenia było wyłudzenie
mieszkania, które później oszust sprzedał za 150 tys. złotych. Pani Jolanta,
podobnie jak inne ofiary, nigdy nie otrzymała należnej kwoty, a jej sytuacja
finansowa uległa drastycznemu pogorszeniu.
Przypadek pary rozwiedzionych – Grażyna S. i Józef M.
Kolejna złożona sytuacja dotyczyła
rozwiedzionych małżonków Grażyny S. i Józefa M., współwłaścicieli nieruchomości
o łącznej wartości około 239 tys. zł. W 2011 roku w kancelarii Dominiki G.
sporządzono akt notarialny, na mocy którego Józef M. udzielił pełnomocnictwa
Arkadiuszowi J. do przejęcia obu nieruchomości. Prokuratura podniosła, że
notariuszka świadomie dopuściła się naruszenia przepisów, wiedząc, iż Józef M.
nie miał prawa udzielać tak szerokich pełnomocnictw. W efekcie, majątek został
przywłaszczony na szkodę pani Grażyny, co wywołało dalsze postępowania sądowe
oraz długotrwałą walkę o odzyskanie utraconych środków.
Testamentalne przekazanie majątku i kontrowersyjna umowa majątkowa (2014)
W styczniu 2014 roku pojawił się
inny wątek związany z kwestią zdolności do podejmowania decyzji przez osoby
starsze. Mężczyzna, będący w krytycznym stanie zdrowia, sporządził testament,
przekazując cały swój majątek na córkę, pomijając żonę. Tuż po tym, we wrześniu
2016 roku, mężczyzna wraz ze swoją żoną pojawili się w kancelarii Dominiki G.,
gdzie sporządzono umowę majątkową przekazującą żonie działkę wartą ponad 370
tys. zł. Jednak już następnego dnia mężczyzna trafił do szpitala z poważnymi
zanikami pamięci i problemami z orientacją, co wskazywało na to, że nie był w
stanie świadomie podjąć tak istotnej decyzji. Wkrótce potem zmarł, a eksperci
potwierdzili, że jego stan zdrowia uniemożliwiał pełne zrozumienie skutków
podpisywanych dokumentów.
Historia Pana Józefa P. – oszustwo na tle rodzinnych relacji
Kolejnym przykładem nadużyć była
historia Pana Józefa P., który wraz ze swoim siostrzeńcem był właścicielem
mieszkania na wrocławskich Krzykach. Oszust dobrze znał Pana Józefa, zaproponował
mu sprzedaż mieszkania, obiecując w zamian kawalerkę oraz gotówkę. W 2007 roku,
po namowach siostrzeńca i Tomasza N., obaj założyli dla Pana Józefa konto
bankowe, jednak on nigdy nie otrzymał żadnych dokumentów ani karty do
bankomatu. Transakcja, przeprowadzona pod wpływem alkoholu i presji, zakończyła
się tym, że oszust, przyprowadzając do podpisania aktu notarialnego także
adwokata, pozyskał dla siebie korzyści finansowe, podczas gdy Pan Józef P.
został pozbawiony należnych mu środków, które miały wynieść około 250 tys. zł.
Powiązania z środowiskiem przestępczym, prawniczym i mundurowym
Proceder wyłudzeń nie ograniczał się
jedynie do pojedynczych przypadków – systematycznie rozwijała się cała sieć
przestępcza. Centralną postacią w całej operacji był Tomasz N., określany
również jako „Trąbka”, który wielokrotnie był skazywany za podobne
przestępstwa. W wsoim procederze korzystał z pomocy kancelarii
notarialnej(Dominika G., a także osób ze środowiska policyjnego – przykładem
jest były policjant Jerzy N., który uczestniczył w pośrednictwie przy sprzedaży
nieruchomości, m.in. przy transakcji domu przy ul. Żeglarskiej. Wg doniesień
medialnych prokuratura badała również rolę wrocławskiego adwokata – mężą Dominiki G – który miał nabyć mieszkanie
od osoby wyraźnie niezdolnej do podejmowania świadomych decyzji. Choć jego udział
w procederze nie został udowodniony to całość wskazywała na bliskie powiązania
między środowiskami, które wspólnie wykorzystywały słabość ofiar.
Dochodzenia, wyroki i walka rodzin ofiar
Śledztwa prowadzone przez wrocławską
Prokuraturę Okręgową ujawniały systematyczność i rozmiary procederu. W wyniku
licznych postępowań Dominika G. została pociągnięta do odpowiedzialności, a w
jednym z procesów groziło jej nawet 10 lat więzienia oraz zakaz wykonywania
zawodu notariusza na dziesięć lat. Tomasz N. otrzymał wielokrotnie kary
pozbawienia wolności (w jednym przypadku cztery lata, w innym – 5 lat lub
więcej), co odzwierciedlało skalę wyrządzonych krzywd. Rodziny ofiar – w tym
synowa Jerzego S. nie poddawały się i prowadziły długotrwałe batalie sądowe o
odzyskanie niesłusznie przejętych nieruchomości. W wielu przypadkach kwoty
wpisane w aktach notarialnych były rażąco zaniżone w stosunku do rzeczywistej
wartości mienia, a środki pieniężne, które miały trafić do ofiar, wcale nie
pojawiały się na ich kontach.
Ogólnopolski wymiar procederu
Coraz częściej pojawiały się
informacje, że opisany schemat wyłudzeń może funkcjonować nie tylko we
Wrocławiu. Doniesienia medialne oraz zeznania świadków sugerowały, iż podobne
działania obserwuje się także w innych miastach – m.in. w Opolu, Poznaniu,
Warszawie czy Olsztynie. Wyłudzanie nieruchomości opierało się na wykorzystaniu
stanu psychicznego osób starszych i chorych, co umożliwiało sprawcom
przeprowadzenie transakcji bez zgody i świadomości ofiar. Często po podpisaniu
umów, szybko dochodziło do zmiany właściciela, a ofiary umierały w „dziwnych
okolicznościach” lub zostawały całkowicie pozbawione kontaktu z rodziną, co
utrudniało ich późniejsze odnalezienie i odzyskanie majątku.
Podsumowanie
Historia
ta to opowieść o skrupulatnie zaplanowanym procederze, w którym wykorzystano zaufanie
i słabości najstarszych obywateli. Od zmanipulowania Ewy J. w 2009 roku, przez
oszukańcze transakcje na niekorzyść Jerzego S. w 2010, po kolejne
kontrowersyjne akty notarialne sporządzane przez Dominikę G. i działania
oszusta Tomasza N. – każdy z tych
przypadków ujawnia systemową ułomność, w której prawo i zaufanie do instytucji
notarialnych zostały wykorzystywane do osiągnięcia prywatnych korzyści.
W
ostatnich latach media opisywały niezliczoną ilość podobnych przypadków, które
dopiero po latach kończyły się wyrokami, jednak były one niewspółmierne do
wyrządzonych krzywd.
Należy
też mieć świadomość iż przestępstwa tego typu najczęściej nie są wykrywane,
gdyż ofiary mafii mieszkaniowych to przeważnie osoby samotne - starannie
wybrane przez przestępców, aby po
pozbyciu się pierwotnego właściciela nikt więcej nie stanął im na drodze do
przejęcia nieruchomości. Ciężko jest zatem ocenić prawdziwą skale zjawiska
Niskie
ryzyko wykrycia w polaczeniu z niskim wymiarem kary zachęca kolejne grupy do
stosowania sprawdzonego schematu a opisywane historie zamiast stanowić przestrogę
mogą stanowić poradnik dla kolejnych grup gdyż do dziś nie ma systemowych
rozwiązań narastającego problemu.

Komentarze
Prześlij komentarz